środa, 24 października 2018

Ałtorko... dlaczego? - "Pierwsze słowo" Marta Kisiel [RECENZJA KSIĄŻKI]


Oj, pani Kisiel, cóż to tu pani wymyśliła? Że zbiór opowiadań, tak? No, to zaraz wam wszystko powiem, co ja o tym myślę (a nie będzie to łatwe, bo w sumie to sama nie wiem, co mam myśleć).

Pierwsze słowo to antologia zawierająca jedenaście opowiadań, których Ałtorką jest Marta Kisiel. Już na samym wstępie Kisiel pisze, że opowiadań to ona pisać nie umie. I wiecie co? Chyba jestem tego samego zdania. Ale ja znowu za czytaniem tej formy też niezbyt przepadam, więc równowaga we wszechświecie zostaje utrzymana. A po tę książkę sięgnęłam tylko dlatego, że bardzo podobało mi się Toń i liczyłam na zgłębienie mojej znajomości z Ałtorką, poznanie jej możliwości, a nic lepiej nie pokazuje przekroju przez talent pisarza niż jego zbiór opowiadań.

Powiem szczerze, że na palcach u jednej ręki mogłabym policzyć historie, które przypadły mi do gustu. Niestety, ale znaczna większość mi się nie podobała i po prostu mnie nudziła, sprawiając, że książkę mającą raptem 300 stron ja męczyłam dwa tygodnie.

Chociaż zaczęło się nie tak znowu najgorzej. Opowiadanie Rozmowa dyskwalifikacyjna nie było złe. Nie zakochałam się w nim, ale przyjemnie mi się je czytało. Ałtorka miała pomysł na głównego bohatera, a konkluzja była w punkt. Jednak w dalszych historiach było już trochę gorzej.

Drugie sobie przemilczmy, pomówmy dopiero o trzecim, którym Dożywocie. Tak, dokładnie. Z dobrych źródeł wiem, że jest to po prostu pierwszy rozdział powieści pod tym samym tytułem. Trochę nie rozumiem jego obecności z tym zbiorze, ale że była to jedna z lepszych historii (i sprawiła, że mam ochotę sięgnąć po całość), to będę narzekać dopiero za chwilę.

Jakiś czas później jest jeszcze Przeżycie Stanisława Kozika, które znowuż bardzo mi się podobało i podczas lektury dobrze się bawiłam. Ah, ten czarny humor, ta parodia współczesnego świata ukryta pod warstwą świetnego humoru. Ja mogę takie rzeczy czytać na okrągło.

Dalej zwróciłam jeszcze uwagę na Szaławiłę, czyli opowiadanie, które niedługo ma się przerodzić w pełnoprawną powieść i wejść na półki księgarni jako trzeci tom Dożywocia. To także bardzo mi się podobało i nie mogę się doczekać, aż poznam ciąg dalszy przygód bohaterów. Był humor, była świetna zabawa i postacie, o których miło było czytać.

Cały świat Dawida było jeszcze całkiem całkiem. Ale prawdziwym sztosem według mnie jest ostatnie opowiadanie, od którego cały zbiór przyjął tytuł czyli Pierwsze słowo. Jest bardzo krótkie, ale wiecie co? Jest chyba najlepsze! Na równi z tym o panu Koziku.


I już wam zaraz wszystko powiem, dlaczego Kisiel w opowiadania to tak niespecjalnie. Otóż nie rozumiem trochę idei tego zbioru. Sześć na jedenaście opowiadań już kiedyś zostało opublikowane. I w sumie okej, nie każdy ma dostęp do tych pierwszych wersji, bo w tej chwili próba złapania antologii, w których się one pojawiły, albo graniczy z cudem, albo kosztuje miliony monet. Ale niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego postanowiono wrzucić tutaj Szaławiłę i Dożywocie? Dożywocie dosłownie stoi obok, na tej samej półce w księgarni, spokojnie możemy sięgnąć po tę pełnoprawną powieść, a nie raczyć się jedynie malutkim fragmentem. A Szaławiła? Niedługo dostaniemy całą książkę, więc dlaczego wrzucony zostaje tutaj pierwszy rozdział? A żeby jeszcze było lepiej, my to opowiadanie mogliśmy już czytać, bo całkiem niedawno ukazało się nowe wydanie Dożywocia, które je w sobie zawierało! I teraz pasowałoby zrobić trochę matematyki (nie bawiłam się nią od maja, ale damy radę, tego się nie zapomina). Tylko te dwa opowiadania wspólnie mają prawie 120 stron. A przypomnę wam, że cały zbiór ma tych stron 317. Także… Error 404.

Niektóre opowiadania z tego zbioru były po prostu okropne. Mit o Demeter i Korze… co tam się właściwie działo? Albo było takie jedno, w którym Kisiel postanowiła wykreować swój własny świat, z własną fizyką i zasadami, ale poległa i to okrutnie. Po prostu nie da się zrobić czegoś tak angażującego w 30 stronach, bo niestety, ale w tym wypadku kończy się to wielkim miszmaszem. I niestety, ale pozostałe, których tu z tytułu nie wymieniłam, były po prostu nudne i w tej chwili, gdzie od lektury nie minęło zbyt dużo czasu, ja już nie pamiętam, co się w nich działo.

Jestem trochę rozczarowana, a w sumie nie miałam ukierunkowanych oczekiwań. Tylko dwa opowiadania przypadły mi do gustu tak, że nie mogę się do nich w żaden sposób przyczepić. Kolejne cztery były okej, ale tu już pojawia się „ale”. A reszta? No po prostu nie.

Jeśli jesteście fanami Kisiel, to pewnie po Pierwsze słowo sięgniecie, wręcz będę was do tego namawiać, bo jestem ciekawa, co będą myśleć osoby trochę bardziej doświadczone z twórczością Ałtorki. Za to jeśli jeszcze nie mieliście okazji poznać twórczości tej pani, to póki co trzymajcie się od tej antologii z daleka i na początek sięgnijcie po coś innego (o, po Toń, Toń czytałam i serdecznie polecam!).


Jest w sumie jeden plus (oprócz tych dwóch świetnych opowiadań); nie zrażam się do twórczości Kisiel, wręcz odwrotnie. Pragnę poznać ciąg dalszy Dożywocia! Także może niedługo… 



Fakty objawione: 
Tytuł: Pierwsze słowo
Autor: Marta Kisiel
Wydawnictwo: Uroboros
Ilość stron: 320
Grubość grzbietu: 2,2 cm
Cena: 39,99 zł
Mobilność: M



 Facebook Instagram Goodreads Twitter Google+ LubimyCzytać



16 komentarzy:

  1. Raczej sobie odpuszczę :)
    http://whothatgirl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie całość ogromnie się podobała :). Do "Dożywocia" i do "Szaławiły" wróciłam z radością i przeczytałam je z takim samym zainteresowaniem, jakbym spotkała się z nimi po raz pierwszy. Reszta też trzyma poziom; w każdym z opowiadań można znaleźć ciekawe elementy. Mimo to widać, że autorka najlepiej się czuje w prozie humorystycznej. Zabawa słowem i wymyślanie cudacznych konstrukcji jest jej konikiem, więc nie dziwię się, że np. w "Katabasis" w ogóle nie było czuć klimatu. To też moim zdaniem najsłabsze opowiadanie. Kończąc je miałam lekki obawy co do reszty. Całe szczęście jest jedno, które WYGRAŁO całość, a mianowicie "Nawiedziny". Naprawdę dawno tak się nie uśmiałam! Kisiel w pełnej krasie <3.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różne style i jeszcze różne czasy, w których te opowiadania powstawały. Mieliśmy okazję poznać Kisiel od zupełnie innej strony i zobaczyć, które wydanie się nam bardziej podoba

      Usuń
  3. A ja mimo wszystko sięgnę!
    Bo Kisiel!
    A zacząć swoją przygodę z Kisiel polecam z ,,Dożywociem". Lekkie to, zabawne i angażuje czytelnika. Bomba, mi się podobało.

    Ściskam,
    Iza Heavy Books

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie muszę najpierw sięgnąć po ,,Dożywocie" :)

      Usuń
    2. Ja planuję sięgnąć po Dożywocie jako następne :D

      Usuń
  4. Nie przepadam za zbiorami opowiadań dlatego sobie to odpuszczę :)

    Pozdrawiam,
    Lady Spark
    [kreatywna-alternatywa]

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta okładka to cudo *.*
    Pozdrawiam <3
    https://bookcaselover.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawe, że masz inne zdanie, bo słyszałam naprawdę wiele opinii pozytywnych na temat tej książki. Ja jeszcze nie czytałam nic tej autorki, a wahałam się nad tym tytułem (bo okładka cudowna!). Może polecasz sięgnąć po coś innego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam tylko "Toń", ale mi się bardzo podobała, więc możesz od tego zacząć :D.

      Usuń
  7. Och, jak ja nie lubię Kisiel, a ostatnio zewsząd mnie atakuje. Wydaje mi się, że ideą powstania tego zbioru było po prostu zarobienie fajnych pieniążków.

    OdpowiedzUsuń
  8. W recenzji tej książki, która ukazała się na moim blogu zaledwie kilkanaście godzin temu, pozwoliłam sobie na pewne spostrzeżenie. Moim zdaniem, opowieści zebrane w ten tom, żyją odrębnym życiem. Ogromnie zyskują na wartości jako samodzielne byty, czytane oddzielnie, z przerwa na oddech od danej konwencji. Dzieli je bowiem zbyt wiele - styl, forma, język stylizowany na inne epoki i grupy społeczne. Może nie jest to zatem kiepski zbiór, może po prostu jest on nieco chaotycznie złożony w całość, co ujmuje wartości bardzo dobrze przemyślanym i opowiedzianym historiom. Ot, takie moje subiektywne zdanie :) Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z reguły zbiory takie są, dlatego za nimi nie przepadam. Opowiadania szybko się kończą, później czytelnik zostaje wrzucony w zupełnie inną opowieść, inny gatunek, styl i tak dalej :c

      Usuń
  9. Droga AUTORKO - nie obrażaj się proszę na mnie, ale muszę zwrócić uwagę na kilka rzeczy. Pisząc o książkach, powinnaś zwracać większą uwagę na pisanie poprawną polszczyzną. Tymczasem AŁTORKA co kilka zdań jest niczym kreda drapiąca po szkolnej tablicy. Jeśli zaś chodzi o treść - nie dowiedziałam się z Twojego posta dosłownie niczego, co mogłoby mnie zachęcić (lub wręcz przeciwnie) do tego zbioru opowiadań. Zamiast napisać co zachwyciło Cię w danym opowiadaniu, a co rozczarowało, zostawiłaś swoim czytelnikom listę - to mi się podoba a to nie. Nic nie wnoszącą, bez ani jednej przydatnej informacji...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego "Ałtorka" to ci już wyjaśniłam na fb, to żartobliwe określenie na Kisiel. A jeśli o drugą część komentarza chodzi to bardzo dziękuję za uwagę. Nie umiem recenzować zbiorów opowiadań więc następnym razem postaram się lepiej :D

      Usuń

Każdy komentarz wskrzesza jednego jednorożca :D
Odwiedzam blogi wszystkich, którzy zostawili komentarz pod ostatnim postem ;)