niedziela, 23 sierpnia 2020

Oglądam filmy animowane!

Cały czas myślałam, że jestem na bieżąco w różnymi animowanymi produkcjami, a potem… zrozumiałam, że na bieżąco, to ja może byłam, ale jakieś 10 lat temu. Wiecie, jak każde dziecko miałam etap, że bajki to był jedyny zjadliwy produkt, jaki przyjmowałam bezkrytycznie i nie rozumiałam, dlaczego ktoś mógłby chcieć oglądać filmy z prawdziwymi ludźmi – po co, skoro widzimy ich na co dzień? Później zaś z bajek wyrosłam, bo wiecie, wyszedł Zmierzch i moje priorytety się zmieniły. Za to teraz z wielką przyjemnością wracam do produkcji Disneya i innych, bo kurczę, one nigdy nie zawodzą!

 

Tajni i fajni (2019)

Na początek coś nowego, bo bajka z gołębiami w roli głównej! Jest sobie agencja szpiegów, trochę jak z Jamesa Bonda, a w niej oprócz agentów pracują też odpowiedni ludzie, którzy wymyślają wszystkie różne zabawki ułatwiające pracę w terenie. I właśnie taki młody dzieciak tworzy serum, które zdolne jest przemienić człowieka w gołębia, co pozwala na większą skuteczność wywiadowczą – kto by zwrócił uwagę na gołębia, jak tych ptaków jest wszędzie pełno?

Mamy tu mnóstwo świetnego humoru i zabawnych żartów, do tego pełno easter eggów dla starszych odbiorców. Świetna animacja i dobrze dobrana muzyka. Idealna rozrywka dla dzieci, ale, mam wrażenie, że przez cały ogrom odniesień starsi będą bawić się równie dobrze, bo wyłapią zdecydowanie więcej!

 

Hotel Transylwania (2012)

I to już ten film, który mnie ominął, gdy miał premierę. Nie mam pojęcia, gdzie ja wtedy byłam i co robiłam, bo wszystkie znaki wskazują, że powinnam być na nim w kinie! Przecież wampiry to zawsze był mój wątek, ale no, chyba chodziłam wtedy z zamkniętymi oczami.

Mamy Draculę i jego córkę, których relacja i sama historia została przedstawiona w bardzo nietypowy sposób, co stanowi ciekawe odświeżenie oklepanego schematu. Bajka jak to bajka, można się nieźle na niej bawić i trochę nawet pośmiać, ale… na mnie jakiegoś większego wrażenia nie zrobiła. Może jedynie wydaje mi się, że polski dubbing jest zabawniejszy, ale to też zależy od punktu siedzenia. Także ten, taka niepopularna opinia z mojej strony, nie bijcie.

Ale drugą i trzecią część kiedyś na pewno jeszcze nadrobię!

 

W głowie się nie mieści (2015)

Moje odkrycie tego roku! Niesamowicie ciepły i inteligentny film, który przedstawia wariację na temat emocji w ludzkim ciele: jak to wszystko wygląda, skąd się biorą poszczególne uczucia, co i jak na co wpływa, a także jakie są skutki poszczególnych działań.

Chciałabym poznać osobę, która wpadła na ten koncept, bo jest absolutnie genialny! Jestem zachwycona tą bajką, kreacją postaci, samym sposobem przedstawienia i poprowadzenia historii. Ogromnie żałuję, że dopiero teraz oglądam ją pierwszy raz, bo tyle mnie ominęło!

No i ostrzegam, można się nieźle tutaj wzruszyć, więc zasiadając do oglądania warto od razu zlokalizować chusteczki w zasięgu wzroku.

 

Zwierzogród (2016)

Kolejna świetna bajka na mojej liście, którą obejrzałam stanowczo za późno. Koncept przedstawienia świata zwierząt, gdzie drapieżnicy i ich potencjalne ofiary (wiecie, góra i dół łańcucha pokarmowego) żyją w pokoju, a każdy zwierzak ma swoje miejsce w społeczeństwie – to jest tak abstrakcyjne, a równocześnie tak dobrze poprowadzone, że nie wiem, jak kiedykolwiek mogłam wątpić w ten pomysł.

W całym tym zamieszaniu nowej rzeczywistości mamy małą panią królik, która chce zostać policjantem mimo wszystkich uchwalonych nowych norm. Bo kto to widział, żeby mały futrzak ścigał zbirów? Wychodzenie poza ustalone zasady i pokonywanie własnych granic czyli to, co kochamy najbardziej. Zwierzogród jest mądry i inteligentny, a do tego wciągający. Poproszę więcej takich bajek!

 

Gdzie jest Dory? (2016)

Jakąś wielką fanką Nemo nigdy nie byłam. Oglądałam kilka razy, ale zawsze wszyscy mnie irytowali, z Nemo na czele, Dory zaś była druga w kolejności, bo nie widziałam wtedy jej uroku. Za to Gdzie jest Dory? sprawiła, że polubiłam tę małą niebieską rybkę! I chociaż kontynuacja jest całkowicie zbędna, to jednak okazuje się, że jest całkiem udana.

Zgłębiamy historię Dory, która jest niesamowicie smutna, ale jeszcze ciekawsza niż wszyscy zawsze myśleliśmy. Chociaż nie, jednak przede wszystkim smutna. Chociaż nie przytłacza to tej opowieści, bo wszystko i tak zostaje przedstawione w stylu charakterystycznym dla Dory, a całość ma świetny morał i pozytywny wydźwięk, bo jednak to bajka dla dzieci.

 

Naprzód (2020)

Kolejna filmowa nowość, której nie lubiłam jeszcze przed jej premierą, bo strasznie irytowały mnie zwiastuny, które nie zdradzały nic, o czym będzie ta historia. O fabule nie wiedziałam nic i… końcowo cieszę się, że tak właśnie było. Do kina poszłam (jeszcze przed pandemią, ah!) z zerowymi oczekiwaniami i, kurczaczki, wyszłam zachwycona, do tego z małą łezką w oku.

Świetnie opowiedziana historia o magicznym świecie, w którym mityczne postacie o magii zapomniały, bo łatwiej im było korzystać z nowoczesnych technologii niż bawić się kapryśną magią. Do tego mamy rodzinne problemy, świetnie nakreślone postacie i całkiem zabawne żarty, a na koniec wzruszający morał. Disney i Pixar znowu to zrobili, znowu można się popłakać.

 

Król lew (2019)

Remake klasycznej animacji sprzed lat, który wyszedł jak… film przyrodniczy z dubbingiem. Nie lubię tej historii, wręcz nie cierpię tego całego zamieszania wokół Króla lwa, za to oryginał doceniam i za pierwszym razem, gdy go oglądałam, bardzo mi się podobał. No ale ileż można wałkować jeden temat.

Nie sądzę, by ta odświeżona wersja była komuś potrzebna. Fakt, jest na co popatrzeć, bo efekty specjalne i wszystkie komputerowe zwierzaki stoją technologicznie na bardzo wysokim poziomie, ale no cóż. Simba pozostaje tak samo irytujący, Timon i Pumba tak samo fajni, a sama historia jest 1:1 jak wersja animowana.

 

Piękna i bestia (1991)

Cudowna animacja, której nie mam absolutnie nic do zarzucenia! No, może oprócz tego, że wcześniej widziałam remake z Emmą Watson i dlatego wersja aktorska podoba mi się odrobinkę bardziej, bo aranżacja piosenek trochę bardziej do mnie przemawia i bohaterowie też wydają mi się zabawniejsi.

Ale oryginalna bajka i tak jest świetna, a że ja ogólnie mam słabość do motywu pięknej i bestii to już chyba więcej nic nie muszę dodawać oprócz tego, że kocham zarówno animację jak i remake!

 

Epoka lodowcowa – części 2, 3 i 4

Nigdy nie widziałam tych filmów w całości, bo zawsze w oczy rzucały mi się tylko jakieś urywki. Za to, fun fact, gdy byłam dzieckiem, to kompletnie nie wiedziałam, o czym jest ta historia i zawsze wyłączałam film po początkowej scenie z wiewiórem. Dopiero po latach ogarnęłam, że wiewiór to nie tylko początek, ale i postać, która wraca.

W końcu postanowiłam się zabrać za całość – druga część wypada tak sobie, trzecia to chyba mój faworyt, zaś do czwartej żywię jakąś najmniejszą sympatię, chociaż babcia Sida wymiata.

Jeszcze wczas się zorientowałam, że przecież mamy też 5 część, ale to może jeszcze kiedyś uda mi się nadrobić.

 

Aladyn (1992)

Tutaj ponownie najpierw widziałam wersję aktorską, ale w tym przypadku nie robi mi to jakiejś wielkiej różnicy, bo w remake’u się nie zakochałam i końcowo obie formy podobają mi się tak samo. Ale jakbym już tak musiała wybierać, to chyba animacja jednak odrobinkę bardziej.

Ale! Historia jest świetna, romantyczna i ciekawa, no i Disney, co tu wiele mówić, Disney chyba nigdy nie zrobił złego filmu.

Kolejny fun fact: Jasmine zawsze była moją ulubioną księżniczką Disneya, mimo że film obejrzałam dopiero teraz.

 

Potwory i spółka (2001)

A tutaj jak byłam dzieckiem, to nie lubiłam nigdy tej bajki i również aż do teraz nie widziałam jej w całości. Nawet nie umiem już określić, co tak bardzo mi się w niej nie podobało, bo…

Teraz sama sobie się dziwię, że historia o korporacji potworów, które co noc straszą dzieci, kiedyś mogła mi się nie podobać! Również jestem pod wrażeniem swojej głupoty, bo ta bajka jest fajna i urocza, na pewna jedna z lepszych, jakie widziałam.

 

Mały Książę (2015)

Ksiązkowej wersji Małego Księcia również nie lubię. Mam po prostu wrażenie, że jest nadinterpretowana no i po prostu do mnie nie przemawia, bo ta książka jest wszędzie i to zrobiło się nudne. Ale pomijając historię i samą kwestię adaptacji papierowego pierwowzoru, to twórcom w bardzo ciekawy sposób udało się przenieść tę opowieść na ekran. Zrobiono to w taki sposób, by widz się nie nudził, a może nawet i dowiedział się czegoś nowego. Do tego całość nie jest rozciągnięta i można spojrzeć na pewne kwestie z innej perspektywy.

Także ja, antyfanka Małego Księcia, mogę wam polecić adaptację!

 

Spirited Away (2001)

Moja pierwsza animacja ze Studia Ghibli, a także moje pierwsze spotkanie z anime w wersji filmowej. I nie, dalej nie polubiłam anime.

Ta „bajka” jest tak pogmatwana, że jeden seans nie wystarczy, by ją ogarnąć. Jest tu tyle szczegółów, tyle odniesień do mitologii, cały ten świat jest tak złożony, że głowa eksploduje.

Przez pół filmu nie mogłam wyjść z podziwu nad kreatywnością twórców. Za to teraz w sumie nie umiem ocenić tej produkcji, bo patrzę na nią przez pryzmat mojej awersji do anime. Nie mam pojęcia, czy mi się podobało, czy nie, ale to na pewno było ciekawe doświadczenie. I przy okazji ogarnęłam, skąd się wzięły pewne postacie w popkulturze!

 

Scooby-Doo! (2020)

Na koniec film najnowszy i ten, na który w tym roku bardzo mocno czekałam. Ze względu na mój ogromny sentyment do oryginalnych animacji ta produkcja już na wstępie ma dużo łatwiej. Chociaż końcowo nie musiała z tego awansu korzystać.

W sumie nie wyszło źle, ale jest trochę tak, jak to sobie wyobrażałam. Żarty można podzielić na te śmieszne i na te, które były śmieszne 5 lat temu. Na końcu podjęto próbę wyciśnięcia łez z widzów (skutek marny, bo i tak wszyscy wiemy, jak to się skończy).

Za to boli mnie trochę sama animacja, a najbardziej włosy Daphne, które są jak z innego wymiaru i kompletnie nie pasują do reszty. Do tego z Kudłatego zrobiono strasznego egoistę, a temu wszystkiemu towarzyszą melodyjki rodem z simsów.

Ale można miło przy tej bajce spędzić czas, poprawić sobie humor i dobrze się bawić, a wszystkie wady i tak zejdą na dalszy plan, bo hej, Scooby-Doo!

 

I to by było na tyle, jeśli chodzi o moje nadrabianie dzieciństwa! Wyszły mi trochę luźniejsze komentarze niż rzetelne opinie, ale co jak co, klasyków nie ma co recenzować, bo czuję, że mi nie wypada.

Koniecznie dajcie znać w komentarzach, które z moich typów widzieliście i co myślicie! 




FacebookInstagramGoodreadsTwitterGoogle+LubimyCzytać



16 komentarzy:

  1. Ja muszę obejrzeć odświeżonego Króla Lwa. Jestem bardzo ciekaw tej wersji.

    OdpowiedzUsuń
  2. Większość z nich widziałam. Moją ulubioną bajką jest Anastazja, później Mulan,a później Frozen.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie od lat króluje Księga dżungli <3. Za to Mulan muszę nadrobić, bo wstyd, ale nigdy nie widziałam xd

      Usuń
  3. Wow, ile świetnych tytułów! Lubię animacje, zwłaszcza że teraz bezkarnie mogę oglądać je ze swoim Starszakiem. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Lo mamo, ja kocham animacje i mogę je oglądać w kółko! 😍 z tych nie widziałam tylko pierwszej. Zwierzogrod i W Głowie się nie mieści są tu najfajniejsze. Scooby mi się nie podobał, nawet sentyment nie zadziałał. Spirited Away to także moje pierwsze spotkanie z anime, oglądałam w kinie, jeden z końcowych seansów i jestem zakochana w tym filmie od tamtego czasu. Dla mnie to jeden z najlepszy h filmów tego studia, a sukcesywnie je nadrabiam, odkąd są na Netflix. Lubię do niego wracać! Naprzód doceniłam dopiero za drugim razem, oglądam w oryginale i najwidoczniej coś mi umknęło, bo potem z dubbingiem nawet łezka poleciała.

    Na HBO jest przepiękna animacja „Kraina Cudów” - to koje odkrycie tego roku ❤️.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W głowie się nie mieści to i mój faworyt!
      Studiu Ghibli muszę dać drugą szansę, bo chyba za pierwszym razem dużo mi umknęło.
      Dubbing w Naprzód daje radę i chyba kolejny raz wypada lepiej od oryginału. W przypadku bajek dubbingowanie wychodzi nam całkiem nieźle :D

      Krainę cudów dopisuję do listy!

      Usuń
  5. Ja też bardzo lubię oglądać filmy animowane i chyba to się nigdy nie zmieni. 😊

    OdpowiedzUsuń
  6. Oglądałam wszystkie poza "Tajnymi i fajnymi", ale niedługo nadrobię. Uwielbiam filmy animowane od dziecka i zawsze chętnie je oglądam (i wracam do nich). :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiele z wymienionych przez Ciebie widziałam, ale jeszcze nie miałam okazji nadrobić "Naprzód". Jednak na pewno to zrobię, bo zwiastuny były bardzo zachęcające!

    OdpowiedzUsuń
  8. Nawet nie wiedziałam, że mam takie zaległości z filmami animowanymi! Chyba już wiem w jaki sposób będę spędzała jesienne wieczory :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Połączenie bajek i jesiennych wieczorów brzmi też jak mój plan :D

      Usuń

Każdy komentarz wskrzesza jednego jednorożca :D
Odwiedzam blogi wszystkich, którzy zostawili komentarz pod ostatnim postem ;)