niedziela, 18 października 2020

Anielsko-diabelskie klimaty - trylogia "Ja, diablica" Katarzyna Berenika Miszczuk [RECENZJA]

Wiecie, że te książki mają już 10 lat? Gdy autorka je pisała, nikomu się jeszcze nie śniło, że w Warszawie zbudują drugą linię metra!

Wiktoria Biankowska jest studentką na warszawskiej uczelni i raczej nie narzeka na swoje życie. Dobrze się bawi, korzysta z młodości, całkiem nieźle sobie radzi i jeszcze do pełni szczęścia brakuje jej, by ten jej wymarzony kolega Piotruś ogarnął, że jej się podoba i zrobił pierwszy krok. Wszystko trochę się komplikuje, gdy dziewczyna… umiera. I trafia do piekła, zostaje diablicą, zyskuje nowe moce, o których wcześniej jej się nie śniło, ale jednocześnie jest związana kontraktem i musi wypełniać swoje nowe diabelskie obowiązki.

Koło tych książek chodziłam bardzo, bardzo długo. Pamiętam, gdy za dzieciaka regularnie odwiedzałam Empik i przyglądałam im się podczas każdej wizyty. Nie ukrywam, że to okładki najbardziej przykuwały mój wzrok, bo w głowie mi się nie mieściło, że można je tak uciąć! Ostatecznie nigdy po te powieści nie sięgnęłam i dopiero teraz, po 10 latach nadrabiam wszystkie zaległości.

Pomysł na powieść – cudowny! Mamy do czynienia z lekką opowieścią zabarwioną solidną dawką świetnego humoru. O losach Wiktorii czyta się z przyjemnością, chociaż czasami jej naiwność łaskota cierpliwość czytelnika. Same dialogi są sprawnie napisane, opisy nie nużą, a akcja poprowadzona jest w taki sposób, że o przestojach w fabule nie ma mowy. Jest całkiem sporo zaskoczeń i zwrotów akcji, a zakończenie to jeden wielki plot twist, który zmusza nas do szybkiego sięgnięcia po kontynuację.

Po przeczytaniu pierwszego tomu miałam tylko jeden poważniejszy zarzut – autorka nie do końca umie (czy może raczej umiała wtedy, podczas pisania), łączyć ze sobą poszczególne wydarzenia tak, by miało to ręce i nogi. Nie umie sprawnie przechodzić z punktu A do punktu B, bo na tej drodze zawsze coś pominie, ominie lub zapomni wspomnieć, przez co ja się głowię, czy może w moim egzemplarzu kartek nie brakuje. Jednak nie irytowało mnie to aż tak bardzo więc postanowiłam wybaczyć i mieć nadzieję, że w kolejnych tomach będzie pod tym względem lepiej.

W Ja, diablicy znalazłam to legendarne „to coś”, co mnie do niej przyciągało i sprawiało, że kibicowałam bohaterom. Lekka, oryginalna i pełna świetnego humoru książka, idealna na jesienny dołek, bo potrafi podnieść człowieka na duchu i rozweselić mu dzień!

I dlatego szczerze żałuję, że o kolejnych tomach nie mogę się wypowiedzieć w podobnych superlatywach…

Ja, anielica to druga część trylogii (przynajmniej trylogii w oryginalnej wersji, bo niedługo wychodzi tom numer 4). W samym zakończeniu pierwszej części autorka zdecydowała się na całkiem ryzykowny zwrot akcji, z którego… wycofała się już po 30 stronach. Można byłoby to pociągnąć o wiele dalej i głębiej, a nie od razu chować głowę w piasek, wracając do bezpiecznego schematu, nie podejmując wyzwania.

Tutaj dla odmiany mamy powieść bardzo chaotyczną. Całość wygląda trochę tak, jakby autorkę rozpierała wena twórcza, a pomysły mnożyły jej się w głowie przy tworzeniu. I dobrze, tylko niedobrze, że podczas tego procesu nie nastąpiła żadna selekcja ani hierarchia, bo wszystko jak leci zostało wrzucone do tej jednej, stosunkowo niedługiej książki. Daje to poczucie bezcelowości akcji, a sama fabuła wygląda też na taką, co to sama nie wie, dokąd chce zmierzać.

Sam chaos jeszcze jako tako można wybaczyć, ale.. to, co urzekło mnie w pierwszym tomie, to humor. A wiecie, czego tutaj brakuje? Właśnie tego humoru. Nie znalazłam żadnego fragmentu, który by mnie rozbawił czy chociaż sprawił, że uśmiechnęłabym się pod nosem. Podczas czytania Ja, diablicy cały czas śmiałam się do siebie jak wariatka po butelce wina, a tutaj nie dostałam nawet okruszków.

Na szczęście klimat się nie zmienił i cała anielsko-diabelska otoczka pozostała na swoim miejscu. Dalej świat i bohaterowie mnie do siebie przyciągali i chciałam poznać ich losy. Jednak tym razem na końcu spotkało mnie rozczarowanie, gdy okazało się, że raczej donikąd to wszystko prowadziło.

Niby dalej było lekko i przyjemnie, ale w porównaniu z pierwszą częścią, to ta druga wypada równie blado co jej nowa okładka.

Płynnie przechodząc do tomu numer trzy czyli do Ja, potępiona – tutaj wyszło dokładnie tak, jak wszyscy mi pisali i straszyli czyli, że zwieńczenie trylogii o Wiktorii Biankowskiej wypada najsłabiej w porównaniu do całej reszty. W sumie całą moją opinię na jego temat mogłabym zawrzeć w jednym zdaniu: było nudnie i monotonnie. Ale spróbuję to rozwinąć, by dokładnie wam wyjaśnić, co tu poszło nie tak.

Jak poprzedniej części zarzucałam chaotyczną fabułę, tak tutaj mamy całkowite przeciwieństwo – zamiast chaosu nie ma nic, jest pustka i brak jakichkolwiek ciekawszych wydarzeń. Jakiś pomysł niby był, ale autorka nie do końca umiała ubrać swoje myśli w słowa i przelać je na papier, a co za tym idzie, realizacja wypada miernie. Do tego bardzo widać, że bohaterów wrzucono w sytuację bez wyjścia i… sama autorka nie do końca umiała znaleźć im to wyjście. Zamknęła się we własnej klatce i odcięła wszelkie drogi ucieczki przez co zamiast kreatywnego rozwiązania mamy kombinowanie przeczące wszelkim prawom, jakie wcześniej ustaliliśmy.

Jeśli mnie zapytacie, czy humor gdzieś odnalazł się w drodze z drugiego do trzeciego tomu, to muszę niestety z bólem serca zaprzeczyć. Tutaj również go nie odnajdziemy. I kurczę, tego najbardziej ze wszystkiego nie mogę przeboleć. Ja, diablica właśnie tymi sarkastycznymi dialogami i lekkim dowcipem mnie sobą urzekła, a pozostałe część są pozbawione tego najfajniejszego pierwiastka.

Zaś jeśli o samo zakończenie chodzi… no raczej jest ono takie, że kontynuacja nie wydaje się być potrzebna. Dlatego też jestem bardzo ciekawa, co tam autorka wymyśliła, że koniecznie chce odkopać swoich starych bohaterów i wrócić do nich po 10 latach rozłąki.

Nie są to wybitne książki, ale są przyjemne i lekkie do poczytania na kilka wieczorów. Na pewno polubicie się z bohaterami i miło spędzicie czas z całą serią. Przy pierwszym tomie będziecie się naprawdę dobrze bawić, potem poziom niestety spada, ale z sentymentu i tego pierwszego dobrego wrażenia myślę, że do końca będzie wam podobać się ta historia!

Czwarty tom będę czytać i w najbliższym czasie możecie spodziewać się jego recenzji! Zobaczymy, czy w ogóle jest do czego wracać, czy coś się zmieniło i jak to tam wszystko wypada! 




FacebookInstagramGoodreadsTwitterGoogle+LubimyCzytać



6 komentarzy:

  1. Książki z serii dla młodzieży, takie luźna...ale na pewno jest przepełniona emocjami!
    Nie czytałam, ale skusze się :)

    Pozdrawiam serdecznie!
    Mój blog

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaczęłam czytać recenzję i pytam na głos: "macie w Warszawie drugą linię metra?" :D
    Czytałam kilka książek autorki, swojego czasu byłam zauroczona "Szeptuchą" (znaczy zanim dotarłam do ostatniego tomu). Ale chyba za ten cykl podziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi się ten cykl bardzo podobał wyczekuję na tom czwarty, a jeszcze bardziej tej autorki lubię "Kwiat Paproci" (no z wyjątkiem trzeciego tomu), ale ogólnie bardzo lubię twórczość Miszczuk właśnie za ten jej humor, bo to bardzo lubię w powieściach. ,

    Pozdrawiam serdecznie,
    Niedoskonała

    OdpowiedzUsuń
  4. To zupełnie nie moje klimaty czytelnicze.

    OdpowiedzUsuń
  5. W sumie się ni dziwię, że podsumowałaś dopiero je jako całość - czasami serie są tak skonstruowane, że ciężko podsumować pojedynczo, ciężko zebrać myśl. Nie znam tych książek, po Miszczuk nigdy nie sięgnęłam, ale kiedyś to zrobię!

    OdpowiedzUsuń
  6. Słyszałam o tych książkach, ale nie wiedziałam, że mają 10 lat. Myślałam, że są nowe na rynku. Bardzo chcę przeczytać tę serię chociażby dla tego pierwszego tomu. Strasznie szkoda, że autorka nie utrzymała poziomu.. Muszę zakończyć wszystkie serie, które zaczęłam i zabierać się za tą :D

    weruczyta

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz wskrzesza jednego jednorożca :D
Odwiedzam blogi wszystkich, którzy zostawili komentarz pod ostatnim postem ;)